poniedziałek, 28 czerwca 2010

Te co brzęczą, kłują i kąsają


Rozpoczął się sezon intensywnej działalności owadów polujących na stałocieplne ssaki. Tak się składa, że my - ludzie - też jesteśmy na liście.

W Polsce jesteśmy w dość komfortowej sytuacji - w porównaniu z innymi szerokościami geograficznymi stosunkowo niewiele owadów chce nam utoczyć krwi, boleśnie użądlić czy złożyć jajeczka pod skórą. Ale i tak kilka gatunków potrafi nieźle dopiec. Niektóre z rozmysłem polują na ciepłą krew, inne tylko się odgryzają, gdy wejdziemy im w paradę.

Zacznijmy od drapieżców. Najbardziej znane i rozpoznawalne to dwa masowo występujące w Polsce gatunki komara: komar brzęczący (pospolity) i komar widlaszek.


Komar pospolity występuje w każdym środowisku – zarówno leśnym, nad zbiornikami wodnymi, na polach i łąkach, jak i w miejskim. Krwią żywi się tylko samica, potrzebuje jej do rozrodu. Samiec jest znacznie większy i odżywia się wyłącznie pyłkiem i nektarem kwiatów – nie posiada narządu zdolnego przebić się przez skórę. Komarzyce atakują wraz z nastaniem zmierzchu. Kłujką złożoną z sześciu szczecinek przebijają skórę, pod którą wpuszczają kroplę śliny zapobiegającą krzepnięciu krwi. Potrafią pić przez kilka minut, znacznie powiększając swoje rozmiary. Posiadają znakomicie działający narząd wykrywający ciepło – dlatego im ofiara bardziej rozgrzana, spocona, tym łatwiej przyciąga owady.

Komar widlaszek. Zdjęcie Stimoroll/ Wikipedia

Komar widliszek spotykany jest w rejonach z dostępem do czystej wody, tylko w takiej bowiem składa jaja (w przeciwieństwie do pospolitego, któremu wystarczy nawet brudna kałuża.

Zdjęcie artour a/ flickr

Meszki to ogromna rodzina owadów na świecie licząca ok. 1750 gatunków, w Polsce 50. Są małych rozmiarów (od 1,5 mm, najczęściej pomiędzy 3 a 6 mm), mają krępe ciało z „garbem”. Dorosłe owady masowo występują w pobliżu zbiorników wodnych; wylęgają się w ogromnych ilościach na terenach popowodziowych. Tak jak w przypadku komarów, jedynie samice piją krew potrzebną im do rozrodu. Wiele gatunków meszek przenosi pasożyty i choroby – na szczęście nie dotyczy to naszej strefy klimatycznej. Meszki potrafią doprowadzić do zgonu bydło, zatykając przewody nosowe krów czy koni. Samice atakują w ciągu dnia. Ich ukąszenie jest drażniące i powoduje swędzenie, co często prowadzi do rozdrapania ranki i jej zakażenia. Jak się przed nimi chronić? Zakrywając ciało, unikając terenów wcześniej zalanych. Ukąszenia warto przemyć wodą utlenioną.

Bąk bydlęcy, zdjęcie James K. Lindsey/ Wikipedia

Podczas wycieczek po pięknym naszym kraju, na łąkach i polach często czeka nas przykra niespodzianka w postaci atakujących uporczywie jusznic. Ten gatunek bąkowatych nazywany jest popularnie muchą końską. Podobnie jak inne, np. bąk brązowy czy bąk bydlęcy, atakuje głównie bydło (powodując nawet znaczne osłabienie i spadek mleczności krów), ale gdy pojawi się człowiek, bez namysłu korzysta z takiej okazji. Samce niegroźne, samice znów występują w roli tych złych, pijących krew. Powodują znaczny obrzęk ciała w miejscu ugryzienia i bolesne bąble.

Paskudną pamiątkę możemy wynieść z lasu – tam najczęściej atakują kleszcze (patrz zdjęcie główne, autor: Richard Bartz/ Wikipedia). Ten pajęczak o wielkości od jednego do kilku mm czatuje na czubkach wysokich traw lub w krzewach, w miejscach przechodzenia lasu w łąkę czy polanę. Krew piją zarówno samice, jak i samce – jest im niezbędna do dalszego rozwoju. Kleszcze przed wbiciem się w skórę dość długo krążą po ciele w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca – ciepłego i wilgotnego. To daje nam szansę na jego odkrycie zanim dojdzie do wbicia się kleszcza w skórę. Po powrocie z lasu warto wziąć prysznic i obejrzeć ciało. Kleszcz ma bardzo silny aparat gębowy, przez co trudno go usunąć. Gdy zacznie ssać krew, powiększa się nawet kilkakrotnie. Usunięcie wbitego kleszcza nie jest łatwe, należy bowiem uważać na to, żeby nie oderwać tułowia od aparatu gębowego, który zostanie w ciele. Kleszcze przenoszą niebezpieczne choroby, w tym boreliozę. Wirusy i bakterie dostają się do organizmu wraz z treścią żołądkową kleszcza, dlatego jeśli widzimy, że pajęczak wbił się zbyt mocno, żeby go samodzielnie usunąć, lepiej zgłosić się na pogotowie – próby usunięcia poprzez wykręcanie mogą doprowadzić do wyrzucenia treści żołądkowej do krwi ofiary i w efekcie zarażenia niebezpieczną chorobą.

Nie martwicie się, teraz zajmiemy się owadami, które same z siebie ludzi nie atakują, jednak mogą zareagować agresywnie w sytuacji zagrożenia. Do takich owadów, dysponujących groźną bronią w postaci żądła, należą osowate.

Zdjęcie Soebe/ Wikipedia


Osa pospolita buduje gniazda w ziemi – jego uszkodzenie może wywołać atak. Ukąszenie osy jest bolesne, ale dla osób zdrowych (nie uczulonych na jad) niegroźne.

Zdjęcie Vincentz/ Wikipedia

Klecanka pospolita to coraz rzadziej występujący w Polsce przedstawiciel osowatych. Uwaga! Jej użądlenie jest bardzo bolesne! W Europie jest to owad wywołujący najboleśniejsze użądlenia. W czterostopniowej skali bólu Schmidta zyskała notę 3, co oznacza, że jej ukłucie boli bardziej niż szerszenia. Oczywiście klecanka sama z siebie nie zaatakuje człowieka, a jej jad jest groźny tylko dla osób uczulonych.

Wspomniany szerszeń europejski to największy przedstawiciel osowatych. Wbrew złowrogiej legendzie nie jest agresywny wobec ludzi, a jego jad nie jest silniejszy od jadu osy czy pszczoły (jednak z racji większego rozmiaru jest go nieco więcej, ponadto szerszeń ma dłuższe żądło). Opowieści o tym, że szerszenie zabiły człowieka, należy traktować z dużym dystansem – aby tego dokonać, musiałoby dojść do kilkuset użądleń. Oczywiście bezpieczniej jest nie podchodzić zbyt blisko do gniazd szerszeni, bo mogą poczuć się zagrożone i zaatakować.

Żądło szerszenia. Zdjęcie Dariusz Małanowski/ polska.pl

Jak widać, czasem jesteśmy narażeni na niemiłe kontakty ze światem owadów, jednak nie należy popadać w paranoję i rezygnować z wychodzenia do lasu czy na łąki. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i odpowiedni strój, by uniknąć nieprzyjemnych doświadczeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najpopularniejsze wpisy (ostatnie 30 dni)